zn

Przeczytałem Grzesiu..
strasznie smutno mi się to czytało...

Znasz moje przekleństwo.. wrócę

Trzymaj się!
  • Autor notki: grzegorz bronakowski
  • 03 marca 2017, 21:22:10
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 45

Podoba się (1)

Komentarze (45)

  • Niezamierzone życie...

    Tego Lord K nie mógł przewidzieć.. jego cień otrzymał własną osobowość. Jego życie nieoczekiwanie staje się jakby dwusferyczne. Wszystko co go otacza bombarduje go podwójnie. Lord chce temu zaradzić jednak jego prawdziwe "ja" jakgdyby go nie słuchało..od tego momentu musi przrwartościować swoje życie na poszukiwanie spoiwa. A cień w zwyczaju swoim podąża za nim.. nie nie po to by mu niszczyć życie. Po prostu chce żyć jak Lord. Zapychając wszystkie dziurki cień okazuje się być brakującym ogniwem... życia

    Odczuwam tu samotność peela


    Stopniowo będę dostawał kolejne komentarze

    Pozdrawiam

  • T

    wg mnie Lord K wiedział, że istotny jest jego cień, być może tylko cień, bez postaci, jednak udaje się osiągnąć 1/10 palców i "zapchać dziurki"........................................
    Pozdr.

  • T

    "tłumaczenie że paranoja jest nie znana
    wyjaśnia tylko to że jej nie znamy"
    Nie dam rady na raz. Na razie cudny opis, to jeden ze Światów, takich są tysiące, miliony. Tyle, ilu ludzi nie myślałem, że da się w ogóle opisać..................
    Wrócę.
    Pozdrawiam.

  • T

    "uznawanie
    praw jako prawdy a prawdy za fakty"
    Tak. To już jest "norma". nie obraża nikogo czyli jest taka jak inni powtarzalni
    refren do bólu
    powtarzać refren do bólu
    to już nie paranoja
    to zdrowie refren
    Obrazek robali.

    Pozdrawiam.
    Przeczytałem z zaciekawieniem, nawet nieco wchłonęło, jak pewnie zauważasz po Formie
    mojego komentarza.

    Bardo dobry kawał tekstu.

  • Cień żyje za dnia.
    Może dlatego Lord czeka na noc. Ciemność daje mu wytchnienie...

  • Najtrudniej mi oddzielić życie Lorda od not. Wrócić krok w tył i nie pamiętać co będzie. Próbuję

  • Niedożywione życie...

    To obraz świadomości drugiego ja. Jego cień (jak go nazwać? ) domaga się doświadczania życia takiego jak Lord (chyba że Lord to ten drugi i to zmienia punkt czytania) domaga się powietrza stąd te podwójne wdechy i wydechy.. stąd nuedożywienie. On nie jest akceptowany.
    Lord ostrzega że ten drugi nie ujawnia się tak łatwo jak obraz lustra... poznanie go wymaga wglądu w siebie

  • vc

    nie żebym chciał namieszać, ale jest jeszcze to np

    lord K dziś autorem


    Bóg nie zwraca chwil, spala sny, oblał nas benzyną, kazał żyć...


    po aorty tkwimy
    w kolorowankach synka pana janka co wychodzi za linie
    mielimy się mulimy się robiąc czasem muligana z rana

    co zabiera czas

    mylimy się kiedy mamy nadzieję mylimy się kiedy mamy wiarę
    a może mylę sie kiedy piszę
    opływam wstukiwanymi słowami

    bezsens gnębi
    sens tym samym

    przyciski do papieru cisną nasze dowody istnienia
    kartki co żartem płoną
    ot tak od zapałkę potrę i przytknę

    poeci prozaicy i eseiści
    pisarze marzeń i realiów
    bakałarze nazw
    śmiech
    z nas i z reszty
    śmiech
    jeden dzień
    mamy jeden dzień
    ot i życie
    nie wiesz kiedy się zaczęło i kiedy kończy się

    gnębi to to w myśleniu
    nie myśleć nie pisać
    nie żyć nie żyć nie żyć

    nie
    niewiele to coś
    nic nie do stracenia oszczędzam
    na kolejny gram
    życia
    a on się spala
    spala się sam



    poniekąd przez to że lord w notach występuje dwukrotnie to ciężko go wyrwać z nich, ale w notach jest on tylko punktem odniesienia. nie jest wcześniej, jest tylko/aż aspektem

  • ad.

    muligan to wymiana wszystkich kart na początku rozgrywki w pewnej grze i dobranie nowych, ale o jedną mniej

  • Myślę, że faktycznie Lord jest tym drugim, tym nazywanym przeze mnie Cieniem. Jest istotą niefizyczną lecz działającą na ciało i umysł. Stąd też nazywanie go lordem.

    Nieożywione życie...

    Pokazuje obraz relacji normalnych. Można więc wnioskować że była to chwila gdy Lord spał. Choć osobiście idę krok dalej. Lord władając nie zmienia ludzi w zombi czy kukły. To wciąż są ludzie żyjący normalnie. Nieozywienie wskazuje że Lord nie ma pełni władzy jest aspektem życia wewnętrznego pozwalając funkcjonować normalnie. Więcej : ludzie których się spotyka na codzień nie odczuwają obecności Lorda. Można więc przypuszczać że ma on skryte życie przeznaczone wyłącznie dla swojego (przepraszam za wyrażenie) nosiciela.

  • vc

    K

  • Tego jeszcze nie rozgryzłem

  • Pierwsze spostrzeżenia o samotności peela wydają się słuszne. To "K" wyprowadza poemat na wiele warstw. Nie da się więc jednoznacznie go zinterpretować. To zarówno historia choroby samotności jak i wewnętrznej walki o zrozumienie siebie.... to obraz zwykłego człowieka który szukając odpowiedzi pozostaje osamotniony a do tego musi walczyć o normalność wśród ludzi, o nie wytykanie palcami. W końcu to obraz tej drugiej strony naszego "ja" które moim zdaniem ukrywa się w każdym z nas.

  • Niedomówione życie...
    Niedomówienia stwarzają pozy, jak tego kota, który niby śpi. Jest nieżywy i z pewnością gdyby nadano mu kontekst pobocza łatwiej byłoby to zauważyć. Niech śpi zatem...

    Człowieka poznajemy powierzchownie. Trudno ocenić kom jest bez rozmowy z nim i choćby połowicznym włożeniu go w jakiś kontekst życia codziennego.

    Motto mówi o bezwzględności tej zasady wobec względności świata, czyli właśnie niedomówionego.

    Zatem tak samo:widząc chorego mam przed sobą sztampowy obraz dramatu i beznadziejności. Tak samo: ludzi których na codzień się spotyka często uważa się za zdrowych i bezproblemowych. To takie ułatwienie ale zarazem powierzchowne traktowanie prowadzi do niezrozumienia i stereotypów

    Lord jest jakby niedomówieniem życia. Aby go poznać trzeba poznać człowieka

  • vc

    ładnie opowiedziane

  • Nieskazitelne życie...

    Ten krótki zapis obrazuje Lorda w jego żywiole-umyśle. To poświadczenie jego zdolności panowania nad zmysłami i umiejętnościami. Opanowane przez Lorda środki poznawcze i wyrazu potrafią działać i na przedmioty. Ostrzeżenie o zniewoleniu przez krzesła jest puentą możliwości Lorda: wyobraźmy sobie co musi się dziać w umyśle by poczuć się zniewolonym przez krzesła.. wyobraźmy sobie co możemy co misimy z tymi krzesłami uczynić skoro one mają taką niebezpieczną zdolność.
    Obraz niech podsunie wyobraźnia. I tu zawód. Wyobraźnia okazuje się zawodna. To potwierdza słowa: "proste że nie każdy odczuje tak
    jak nie każdy miewa paranoję"

    Nieskazitelne życie Lorda K... to zupełnie inny wymiar bytowania, niezbrudzony rzeczywistością ani wyobraźnią. To po prostu jego życie niepojęte dla niedoświadczających w sobie Lorda

  • Niepokojące życie...

    Z pewnością niepokojący obraz oddziaływania na człowieka. W codziennych sprawach Lord towarzyszy człowiekowi stając się jego 3-4 ręką, 3-4 okiem. Daje to zamazany obraz rzeczywistości w dodatku z naniesionym konturem Lorda. On tu bowiem wydaje się być głównym kreatorem który podporządkowuje sobie życie zgodnie z tym co wcześniej napisałem:Lord chce żyć jak jego człowiek.
    Człowiek natomiast podporządkowany Lordowi zaczyna marszczyć się i kulić się. Ta powołana destrukcja nie prowadzi do śmierci. To by była porażka Lorda. Lord potrzebuje człowieka dlatego wyłącznie go zniewala a destrukcji podlega tzw normalność prowadząc do skarlenia snów, kamiennego umysłu, fatalnego odczuwania miłości, odmiennego kreowania rzeczywistości, płaskiego smutku -jako ostatecznego odczłowieczenia

    Stalowe piórko zdaje się symbolizować upadek ducha człowieka pogrążonego w smutku. Gdzie lekkość bycia obarczona zostaje-zakuta stalą cierpienia, by nie dawać nadziei na poderwanie przez wiatr.

    Niepokojące to życie.. daje mu-Lordowi ogromne możliwości działania za cenę człowieczeństwa. Gorszego wizerunku świata być nie może...

  • nieodmienne życie..

    Tak.. świat to za mało. Znacznie więcej można osiągnąć wyobraźnią, a paranoja pozwala na wyobraźnię bez granic. Rzeczywistość daje tylko posmak możliwości, trzeba się naszukać tych robaków a i tak złowiona jest tylko mała rybka-nie daje to satysfakcji... tak- czasem pragniemy innego życia.. lord umie to dać-drugie nasze życie.

    Tu zaczyna być pięknie.. I niebezpiecznie. Nieodmiennie życie to takie tylko dla siebie bez osoby drugiej i trzeciej bez ich ingerencji. To drugie życie potrafi wciągnąć a lord tylko na to czeka... potem już nie ma kto chwycić za kołnierz by pociągnąć nas do tyłu.. Tak to zasady zmieniają się w trakcie życia...
    Już życia lorda K

  • Nienawłosowe życie

    Czytanie nawłosowe:

    zakładam się o obrazę rozsądku
    że napisali pradawni w bardzo starych wierszach
    zapłaci życie zgniciem zapłaci życie

    Czytanie nienawłosowe:
    nikt to nie on podkręcający ścianę
    nikt to nie on podkręcający ścianę
    miałem być z obiadem - zapewne pamiętasz
    miałem być z obiadem - zapewne pamiętasz
    daleko by dostrzec skargi w imię losu

    Motto: czy tu czy wczoraj nie ważne gdzie dokładnie
    rozpoczęła się nie chcąca paranoja

    Odpowiedź na motto:
    za daleko by dostrzec stóp własny ślad

    Ja tylko głośno czytam... teraz myślę... wiesz że wrócę:)

    ... bo maluję ściany...

  • Do: Nawłosowe czytanie
    Człowiek jest świadomy swojej egzystencji :narodzin i umierania. Może określić swój czas bytowania
    Zapłaci życie zgniciem-tzn po życiu jest śmierć
    Zapłaci życie (powtórzone ) narodzi się nowe życie
    Pętla się zamyka. Świat ludzki istnieje

    Do: nienawłosowe czytanie
    Zapis uświadamia mi że nikt nie ma pojęcia kiedy zaistnieje paranoja. Nie jest do końca prawdą że pewne objawy o niej świadczą. Nie możemy jej też sami przywołać.. Istnienie lorda jest. Kropka.

    Gdybyśmy byli świadomi jego nadejścia. Moglibyśmy jakoś zareagować. A tak to pstryk i jest. Taki los. A nawet nie-los

    Do motto:
    Dzieli nas zbyt daleką odległość od naszych śladów by je dostrzec. W tym czasie wiele się wydarzyło w życiu. W momencie uświadomienia sobie istnienia lorda jest już za późno na odwrót i przeanalizowanie historii. Trzeba przyjąć że Lord jest w nas.

    Nie chcąca paranoja - dowód że tego samego nie wie lord...

  • nieżycie miłości...

    Daję sobie tu duży margines błędu podczas czytania.

    Odczuwam w tej części ogromną pustkę. Drogi do ludzi stają się nieosiągalne. Paranoja jest szybą odzielającą od bliskich. Nie pozwala dotknąć i poczuć drugiego człowieka. I w drugą stronę.. nie pozwala nas dotknąć.
    W paranoji zostajemy sami sobie.. nie źle: jesteśmy tylko sami z lordem. Stoimy na skarpie z widokiem na horyzont ale wokoło tylko wiatr.. inni są tam na dole, za daleko. Płaskowyż jest więc jednym naszym domem który musimy dzielić z lordem.

    Samotność rodzi ból. Co dziwne myślę że Lord ma podobne odczucia. Jego samotność bez człowieka oznacza śmierć. Lecz jego tęsknota dotyczy człowieka jako całości. Dla niego taką szybą jest krawędź umysłu. On sam z siebie nie może zaistnieć. Potrzebuje aby człowiek w jakiś sposób go zaakceptował. Nie za zna on nigdy miłości takiej jak zna człowiek. Nie da się połączyć takich dwóch światów uczuciem, jest za daleko (a może się da? Właśnie przez akceptację wzajemną )

    Narazie tak muszą trwać nie wiedząc dlaczego i co to oznacza

    paranoja jest jednym spojrzeniem
    w oczach milijona
    Dla mnie to poczucie bardzo głębokiej samotności spotęgowanej tym że tłumy w człowieku widzą tylko jego paranoję

    Ale dziś daję tu sobie duzy margines błędu

  • nieetyczne życie lorda K

    Czytam jak bezczelne życie...
    Pomyłki telefoniczne i wybieranie "nie ma takiego numeru " istnieją każdemu się zdarza. Tu jednak przypadkowy rozmówca nieszukając nas chce właśnie z nami rozmawiać o Chrystusie-jest czysty od paranoji i on też jest czysty od paranoji.
    Po wybraniu numeru :
    Nie ma takiego numeru - a jednak jest z kim rozmawiać to kobieta która odbiera wszystkie "nie ma takiego numeru"

    Nieetyczne, cierń w rzeczywistości... drobne takie historie obrazują lorda jako chochlika lubiącego czasem nakłamać ludziom, oszukiwać, wygłupiać... nawet jeśli to niegodne zarówno wobec innych osób jak i w relacji lord-chory na paranoję

  • Niezałatane życie...

    To co się wydaje że jest to nie jest. Lord nie pozwala jednoznacznie postrzegać świat. Mówi nam że najważniejszy jest palec którego jesteśmy większością. Palec jest dlatego najważniejszy bo skupiamy na nim uwagę

    Wpływ życia lorda jest płynny. Jak w wannie gdy fala przesuwa się obniżając z jednej a podnosząc z drugiej strony lustro wody-Już nie jestem dumny z mojego palca. Jest on moją mniejszością

    To co jest za chwilę może nie-jest

    Niezałatane życie bo choć jesteśmy jego świadomi to zaskakuje nas wciąż czymś. Nie znamy jej bo nasze palce nie mieszczą się rzeczywistością w dziurkach jego drzwi. Lordowi zawsze zostanie jakaś jedna... W końcu mamy tylko dziesięć palców w tym jeden duży którego jesteśmy większością

  • niezachowane życie

    Życie to wzloty i upadki. Te pierwsze noszą nas dając odczucie świeżego powiewu. Gorzej jeśli upadkowi towarzyszy przygniecenie nogą a spowodowane były podjęciem.
    Paranoja wydaje się być efektem motyla. Gdzie dawne doświadczenia się uwidaczniają.
    Niezachowane życie przywodzi mi tu na myśl że Lord wcale nie chciał w ogóle być ale właśnie sploty życia powołały go do zaistnienia. Niezachowane równoważyłoby się z nieochronionym. To jest ta "reszta" społecznego niezrozumienia czy raczej próby podporządkowania do tabelki rodzina bliscy znajomi itd

    Zostając wywieziono do lasu wszyscy doświadczają rozłączenia ciała od paranoji. Zamiast próby zaakceptowania człowieka pozbywają go możliwości bycia sobą zostawiając go ze swoją "resztą"
    Gdzie zostaje nas tyle co rozpłaszczonej muszę na suficie przez cienie które z okien wdzierają się do wnętrza

  • vc

    bo tak lordowie, jak zainfekowani są obolali i samotni, nawet kiedy mają wokół dużo miłości itp

  • Trudno tu rozdzielić życie człowieka od paranoji. Razem one jakby tworzą wspólny organizm

  • Wsteczne życie...

    Pierwszy obraz jaki mnie uderza to oddział szpitala psychiatrycznego. Przykre konsekwencje paranoji.

    Z tego obrazu wydobywam informacje zgodne z mottem że paranoja wypływa z myśli i i uwięzienie ciała nie pomoże zapanować nad lordem. Jego ślady widzę za paznokciami i w stopach idących daleko za.

    Fizyczne próby zabezpieczenia ciała przed niebezpiecznymi działaniami są nic nie warte dla lorda który dalej nieskrępowany może istnieć. Co więcej: ciało staje się gniazdem frustracji krzyk zastępując krwią

    Wsteczne życie przywodzi mi na myśl więzienie jego natury-uwstecznianie lorda. A raczej tego próbę.

  • Zapomniane życie..

    Zapomniane widzę tutaj jako powrót do istoty lorda. Tu jest jego uzewnętrznienie które przejawia się w licznych powtórzeniach zabawie słowem

    Pokazany świat ogranicza jedynie słowo "ograniczoność", a człowiek nie zauważa nawet przemiany świata. Uczastniczenie w świecie lorda jakby odrywa od rzeczywistości choć działamy w niej. Sterowani paranoją czujemy się nieobecni.

    To uczestnictwo to jak rejs statkiem. Zbliżając się do granic rzeczywistości statek daje całą wstecz, pozostaje skakać. Jednak skok do wody to jak uderzenie w mur. Nie da się uciec tak łatwo. Dopiero skok jak po zagładę z kamieniem w ręku by opaść na dno daje szansę na przejście tej granicy
    Tu zbawienne okazuje się motto:
    paranoja jest tylko paranoją
    tylko paranoja jest paranoją

    Powtarzane jak mantra daje szansę zapanować nad światami: trzeba mieć samoświadomość paranoji i tego że jest ona myślą a nie fizycznym światem

  • życie lorda K bez tytułu

    Określeniem "bez tytułu" podkreśliłbym czyjąś brutalność i bezwzględność.
    Ten tekst to potwierdza.

    Człowiek w napadzie (nie wiem czy to dobre określenie dla paranoji) doświadcza wizji. Jej realność odbierana jest jako jedyna prawda.
    Dokonany jakgdyby wgląd w siebie pokazuje krajobraz zniszczenia człowieka przez lorda.
    Odnoszę wrażenie że początkiem destrukcyjne wizji są pierwsze słowa "malkontent ze wzrokiem rozognionym" świadczące o ogromnych emocjach człowieka być może pod wpływem zewnętrznych bodźców może nawet leków które niefortunnie tłumiąc zewnętrzne objawy sprawiają ich wzrost wewnątrz człowieka. To eskalacja paranoji.
    Taki skrajny stan staje się wodą na młyn dla paranoji, która tworzy kolejne projekcje.
    W szczytowym momencie człowiek "zżera" siebie, całą swoją duszę pozostawiając pusty suchy worek ciała w kształcie mchu..
    Taki suchy mech to skrajność w naturze. To dowód niebagatelnej suszy, braku życia. Czując się jak taki mech czułbym się martwym...

  • vc

    tu powiem tyle. K i eskalacja czyli tytuł lordowski, zwykła paranoja, chwilowa, normalna, a paranoja jako stan wewnętrzny, wyolbrzymiona, mało że dostała nazwę to jeszcze tytuł, staje się czymś, codziennym, częścią życia, i to z tytułem , nie jest zwykłym małym elementem, staje się czymś wyżej postawionym w hierarchii zwykłych spraw, włada. od odruchów, chwil po podporządkowanie jej życia

  • Dla mnie bez tytułu oznacza bez imienia czyli niezasługujący na szacunek

  • vc

    no mniej więcej różnica jak między chłopem, prawie zwierzęciem, czymś co gdzieś pracuje i wiemy o tym czasami jak dziecko zapyta skąd jest mleko to gdzieś tam się kołacze w głowie, że krowa krową, ale coś ktoś z nią robi jakieś zabiegi itd a ktoś z tytułem, nie byle szlachciur, ale lord, wyróżniony, to on ma i krowę i chłopa de facto

  • Tu jednak pokazujesz jego brutalność. Jeśli dobrze czytam. Tym odbierasz mu tytuł czy chcesz aby był mu odebrany

  • Poczekaj...

  • Bo może źle czytam. I te wizje to są "normalną" paranoją taką co zaczyna i kończy się projekcją a nie są lordem który ma jakoby władze

  • vc

    od zwykłej paranoi do eskalacji, ten wiersz to droga. zauważ że ten tytuł, jest skonstruowany inaczej niż reszta, tu lord K jest określeniem do życia, a brak tytułu to

  • To odebranie mu wszelkich praw... to śmierć i suchy mech

  • A jednocześnie życie, prawda, stąd ta rezirekcja?
    Umarł król niech żyje król

    Czy tak to rozumieć?

    Wybacz jeśli Cię męczę

  • vc

    to lord jest określeniem życia, brak tytułu odnosi się do nosiciela, zamiana ról, priorytetów, uzwierzęcenie, strata wszystkiego, kaftan, człowiek staje się groźny dla siebie, przestaje ogarniać, lecz albo patrz jak zdycha. nie męczysz mnie

  • vc

    reinkarnacja to przywrócenie do życia nosiciela, ale zobacz jak zmienionego, z pogrzebanym życiem lorda
    powstaje zdrowy, ale już się od niego nie uwolni, na zawsze ma świadomość możliwości, (rozumiem że przechodzimy dalej) tu T dobrze zauważył, refren, powtarzalność, schematy których się trzymam bo paranoja jest tylko w lewo, czyli w słowach, ale paranoja już nie, bo ona jest również w tej pustej przestrzeni obok txt którą czyta się lordem

  • Zżeranie siebie...

    Ale skoro lord odnosiłbym do życia to jego pogrzeb oznaczałoby jakiś koniec. Pogodzenie się z nim albo wygraną nad nim... A tu ciężko mi to dostrzec.

    Mam wrażenie że został tylko zakamufliwany w literach, w ostatniej strofie. Jakby wygrana to był fakt że został zdemaskowany i teraz będzie się mówić o nim otwarcie

  • Tak tu masz rację ten refren mnie intrygował właśnie powtarzalnością

    Tu też się uśmiecham bo w sumie wciągnęła mnie to niesamowicie choć czytam te teksty zupełnie inaczej
    czasami miałem wrażenia że bronisz lorda jako cząstki życia

  • Lord k

    Moja próba komentowania całego utworu kończy się fiaskiem. Nie da się jednoznacznie zaopiniować tego tekstu. Jest to bowiem dla mnie coś unikatowego. Coś, co czytałem pierwszy raz w życiu. Wcześniejsze komentarze poszczególnych części tylko dotykały tematu.

    Wiersz ten nie jest tylko tekstem. Tu trzeba otwartego umysłu zarówno na ciepło z żarówki jak i drzazgi z dawno nie cyklinowanej podłogi. Tu doświadcza się i liter i ich brak. Wiersz jest wielowarstwowy- z pewnością nie jestem w stanie objąć go całkowicie swoim myśleniem.

    Analiza kolejnych części pozwoliła mi tylko naświetlić pewne aspekty dzieła. Te części lorda tworzą jakby rzeźbę. Są tu przestrzenie, krawędzie i płaszczyzny.

    Przestrzeń wewnętrzną zamieszkuje sam lord. Potężny umysł nad którym nie ma władzy człowiek. Sam człowiek jest płaszczyzną zewnętrzną, jest taki jak go widzimy. Płaszczyzną wewnętrzną człowieka jest jego wyobrażenie lorda, próba stworzenia jego kształtu. Na styku tych dwóch płaszczn jest krawędź interakcji człowiek-lord która przypomina front walki człowieka z paranoją. Jest też przestrzeń zewnętrzna- społeczeństwo, tłum, najbliżsi. Przed płaszczyzną człowieka przestrzeń społeczna tworzy własną: płaszczyznę uprzedzeń i subiektywnego postrzegania człowieka chorego. Na krawędzi ich światów następuje kolejna konfrontacja myśli i gestów, słów i spojrzeń.

    Co więcej ta rzeźba nie jest posągiem. Jest ona plastyczna, rozciągliwa, czasem pęka by przedrzeć się do środka lub z wnętrza do świata nam znanego.

    Utwór ten jest więc próbą wykreowania tych wszystkich sfer, ale następuje to nie za pomocą wyobraźni a doświadczania. I chyba dobrze mi się zdaje, że ma to służyć poznaniu swojego wnętrza, swojego umysłu; odpowiedzeniu sobie na pytanie :dlaczego ja, co dalej? Szukanie odpowiedzi to próba zwalczania lęku przed samym sobą.

    Wiersz pisany w długim przedziale czasowym pokazuje zmiany nastawienia od poszukiwania i określenia czym jest to coś w środku, poprzez ukazanie kształtów a skończywszy na skutkach odziaływania lorda. Całościowe spojrzenie na ten utwór daje mi do zrozumienia, że jest to podróż od niewiedzy po pewną bezsilną akceptację- więź bezpośrednią, która sprawia wrażenie, że człowiek zaczyna bronić swoją chorobę, bo jest ona jedyną rzeczą jaką tak na prawdę posiada. Choć tak naprawdę lord w przebiegły sposób pozbawił człowieka jakiejkolwiek własności i wolności. Ta specyficzna więź tworzy swój mikroklimat który przejawia się w sztuce pisania. W formułowaniu specyficznych zapisów. To miejsce w którym człowiek z lordem żyją razem.

    Ta niezwykła podróż i mnie skłania do refleksji nad własnym życiem i tym co kryje mój umysł.
    Refleksję swoją rozszerzam na przestrzeń międzyludzką. To tutaj z łatwością szufladkujemy ludzi. A tych co nam nie pasują wyrzucamy na przemiał żeby nie zapychali miejsca, wyrzucamy do przerobu na zapałki z myślą, że może zmieszani w masę do czegoś się przydadzą albo po prostu spłoną. Jakbyśmy mieli prawo oceniać czyjąś normalność chcąc równać się Bogu.

  • Podobno będąc w towarzystwie obcych ludzi najpierw dostrzegamy to co nas dzieli, to co nas różni, że są inni od nas, a dopiero później zauważamy, to co nas łączy i znajdujemy coraz więcej elementów wspólnych.
    Wiesz chciałabym się wyzbyć takiego szufladkowania, która odbywa się jakby z automatu często w naszej głowie.
    Nie przeczytałam wszystkiego, ale będę zerkać, na ile pozwolą mi "moje obowiązki" czy siły wieczorne. Pozdrawiam

  • o. pozdrawiam.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się