szkoda
Zamykają poema.art.pl
Szkoda, dużo wierszy pójdzie w kosmos.
  • Autor notki: grzegorz bronakowski
  • 16 lutego 2017, 10:18:28
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 7

Podoba się (0)

Komentarze (7)

  • "płoną książki w (...) "
    Tracę cały świat, jeden z tych raczej małych
    tych nie własnych, samych innych
    świat słownej mimiki i
    cieni tożsamych.

    Nie znam się na poezji, nie znam się na dramacie
    ale to dziwna poezja i sztuka
    kiedy właściciel teatru wychodzi na scenę w trakcie
    mówiąc że to już koniec

    że rąbią drwa
    rozlewają ropę
    a ja szykuję zapałki


    i tylko aktor na pustej sali
    i tylko sufler zdegustowany
    i tylko szatniarz któremu zgubiono numerki więc szuka

  • "słaby koleś" i Misia
    rozkłada szczęśliwego pasjansa
    samosado karo?nie pąs i pik?

    składam ofiarę szarpiąc głowę w dół
    za włosy na podłogę i łez qu
    lka zawirowała na posadzce
    nie masz wyjścia, nie chcesz odejść a ja

    twórcą od jestem, ody sieję by
    zachować w zbiorze ład, w spichlerzach peł
    nych myszy,zdechły wszystkie bez wyjścia

    rzucam w bezwład, brak przytomności i
    tylko patrzysz i tylko nerwowo
    ocierasz usta suchym językiem
    spowietrzna sól atakuje drogi

    zdejmuj ubranie jakbym nie widział
    zakładam swoje nic i wychodzę
    zamykając świat na klucz

  • "słaby koleś"
    "...poezja, jedna pewna kwestia
    pożera stres jak śmiałka bestia..."
    ,
    a Misia nie pisze wierszy

    role playing game - odgrywanie roli
    rodzica dziecka pracownika
    żula wojownika smoka
    i ja

    petent o patent na pisanie
    wieczny wieszcz wizjoner własnej matni
    materialny jak minerał
    ministrant z katedry pod wezwaniem wynalazcy

    pasja? praca dla jezusa
    racja? porcja cud w okruchach
    nacja? tylko Banjaluka
    frakcja sztamp z głodnego brzucha

    fartman, bo nie biorę nic prócz nędzy
    śpię gdzie mogę, wciągam resztki
    i co powiem lżej mi skrycie
    bo ja kocham to pod życie

    ...



    ...
    więźbę czuję do was
    wierz bowe Witki

  • ciszonoc (piosenka, malo istotne - wersy 2008)


    dziś wieczór cisza zagościła na ulicach
    zeszli z drogi ludzie po nadludzkim trudzie
    pojednali się ze snem. jutro także dzień
    założenie trafne więc zostały
    samotne
    latarnie
    i co jakiś czas jedna gaśnie jak w transie
    pojmując bezcelowość swego trwania

    gdzieś kot
    gdzieś pies
    ale i one
    po cichu
    by nie odgrażał się nikt za hałas
    po chodniku płyną strugi atramentu z pamiętników
    miastem martwym szarpią lekkie drgawki
    konwulsje nocy i prorocze sny włączane przez władcę snów o północy
    pot ciał nie moczy, pościel siąka tkaninami

    cicho cicho zaspani, roześmiani lekko drążą szlak przez mrok
    cisza cisza cisza cisza i sza odżywa na ulicach
    samochody zapomniane zgniły na parkingu
    zostawione przed garażem, ołtarze mają swoją lampkę dalej
    radia czarne szumy zamieniły na wyłącznie wyłączam się
    zastygłe pozy tworzą rodzaj
    karykatury
    cieni na murach
    kultura, umarła starta
    tym że zaczęto odnajdywać ją
    w zbereźnych żartach
    głupich bezsensach w których
    doszukują się czegoś co zerka,
    co zerka jak bóg
    ze strun starej liry wydobywa się cisza w tonacji nie mam siły
    w tonacji nie mam siły

    dziś wieczór cisza zagościła na ulicach
    zeszli z drogi ludzie po nadludzkim trudzie
    pojednali się ze snem. jutro także dzień
    założenie trafne więc zostały samotne latarnie
    i co jakiś czas jedna gaśnie jak w transie
    pojmując bezcelowość swego trwania

  • Czarny zawilec




    ogród otulała szadź, szata z białych okruchów nocy
    bez śladów, jak niebo bezchmurne, w ten krajobraz wyrósł kwiat,
    młoda kobieta, w czarnej sukni płożącej winorośli

    stoi w oknie, wciąż patrząc na nią, wciąż czuje na plecach drzwi
    kiedyś zatrzyma się ta kulka, która biegnie w ruletce
    porzucona przez słowo, wymienia minuty na lata
    od pędu łzy atakują na oczy, od pędu. tak? tak!?

  • w czasie


    ogień równy oświetlał twarz, dawał ciepły cień miękkiego
    mroku, dla spadających myśli. opadały jak wiosną
    płatki owocowych kwiatów, pełne nadziei i zdrady
    tego że piękno jest ulotne. wiatr i zamiecie kwietne


    minęło wiele lat, a może moment tylko skoro wciąż ta sama chwila
    ten sam kadr, tylko staruszka coraz mocniej wysuszona
    i tylko on wciąż w trakcie wypowiadania tego słowa
    chodź, i tylko dłoń i palce wyeksponowane w geście
    wyciągniętej dłoni do drugiego na dnie. wyciągniętej
    jako pierwszy krok do podróży w wieczność

  • odżycie lorda K
    /
    paranoja
    ...to moneta w pustej misce /

    muzyka mi gra. cichy spokój gdzieś do czwartej nad ranem
    później już spać do momentu kiedy brzask wyrwie mnie w dzień
    swoim zimnem, swoją projekcją ram
    wyrwanych konturów. za oknem zimno
    we mnie zimno, powietrze zrasza się w oddech
    widzę cię, pamiętam że cię widzę
    gdy minie strach.

    szelestem

    bo lęk to tylko
    kiedy trzymam ostrze i dźgam
    kiedy trzymam słowa i dźgam
    kiedy trzymam spojrzenie i dźgam

    odkrywam się. wstaję kawę robię
    zaparzam herbatę. zapalam tytoń zapał
    pałam płonę wylewam strach do fusów
    zatapiam się w dzień. nie mam konturów
    nie patrzę na siebie. nie. wiem

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się